platon-timajos-kritiasTimajos i Kritias to dwa dialogi Platona, które stały się źródłem różnego rodzaju spekulacji i poszukiwań prawdy o zaginionym lądzie Atlantydy. Właśnie Platonowi i tym dwóm konkretnym utworom  zawdzięczamy ten przekaz.

Nim jednak przejdę do samej Atlantydy kilka szczegółów z innych interesujących zagadnień. Bowiem w pierwszym dziele temat wyspy staje się jedynie pretekstem do omawiania państwa idealnego i snucia rozważań na różnorodne tematy, m. in.: natury świata fizycznego, duchowego, budowy czterech żywiołów, stworzenia wszechświata, jego własności oraz celu. Na uwagę zasługuje fakt, iż Platon uważa, że Demiurg - Stwórca nadał światu kształt kuli:

Co do kształtu, to Bóg dał światu taki, jaki mu najlepiej odpowiadał i który jest zbliżony do Niego. Otóż Żyjącemu, który miał ogarniać w sobie wszystkie żywe jestestwa, najlepiej odpowiadał kształt zdolny objąć w sobie wszystkie możliwe formy. (...) Ten kształt jest spośród wszystkich najdoskonalszy i najbardziej podobny do siebie samego. Bóg bowiem zdawał sobie jasno sprawę z tego, że podobne jest nieskończenie piękniejsze od niepodobnego.

Filozof wprowadza w Timajosie również koncepcję tzw. złotego podziału (inaczej zwanego złotą lub boską proporcją). O tej najdoskonalszej matematycznej proporcji mówi:

W rzeczy samej, gdy z jakichkolwiek trzech liczb, przedstawiających linie lub płaszczyzny, liczba średnia tak się ma do ostatniej jak pierwsza do średniej, i odwrotnie, jeśli liczba średnia tak się ma do pierwszej jak ostatnia do średniej, wtedy średnia staje się pierwszą i ostatnią, a ostatnia i pierwsza staje się z kolei średnią. W ten sposób wszystkie terminy mają tę samą funkcję, wszystkie grają tę samą rolę względem siebie; i w tym wypadku wszystkie tworzą doskonałą jedność.

To tyle ciekawostek związanych z Timajosem. Wracając jednak do Atlantydy, historię o niej Platon wkłada w usta Kritiasa, ten z kolei miał ją usłyszeć od swojego krewnego, również Kritiasa, który powtarzał opowieść za Solonem (nota bene również spowinowaconym z Platonem):

Kritias: Posłuchaj więc, Sokratesie, historii bardzo dziwnej lecz bezwzględnie prawdziwej, takiej, jaka wyszła z ust Solona, najmędrszego z siedmiu mędrców. Był on krewnym i serdecznym przyjacielem Dropidesa, mojego pradziada, jak to zresztą sam potwierdza w wielu miejscach swej poezji. Otóż opowiadał on Kritiasowi, mojemu przodkowi, jak ten na starość lubił wspominać w mojej obecności, że wielkie i zadziwiające czyny dokonane przez to miasto poszły w zapomnienie wskutek upływu czasu i śmierci ludzi. (...)

Opowiem wam starą historię, którą słyszałem nie od młodego człowieka. Miał bowiem wtedy Kritias, jak sam mówił, blisko 90 lat, a ja miałem około 10. Przypadł wtedy dzień Postrzyżyn podczas Apaturii...

Tutaj następuje opis obrzędu i dalej senior Kritias ubolewa:

...gdyby Solon nie uprawiał był poezji tylko dla rozrywki, lecz gdyby się jej poświęcił całą duszą, jak inni, i gdyby ukończył opowieść, którą przywiózł ze sobą z Egiptu, i gdyby później nie był zmuszony rozruchami i innymi klęskami, które znalazł tu po swoim powrocie, do zaniechania jej, to, jak sądzę, ani Hezjod, ani żaden inny poeta nie byłby nigdy doszedł do większej sławy niż on.

Z dalszej opowieści wynika, że Solon będąc w Egipcie w mieście Sais od tamtejszego kapłana dowiedział się, iż cywilizacja grecka jest starsza o 1000 lat od egipskiej, ale Grecy nic o tym nie wiedzą, gdyż:

Lecz u was i u innych narodów, ile razy się ustali posługiwanie się pismem i wszystkim tym, czego potrzeba państwu, znowu w zwykłych odstępach czasu, jak jakaś choroba, spływa potop z nieba i pozwala tylko analfabetom i ignorantom spośród was przeżyć katastrofę. I tak znowu stajecie się na powrót młodymi i nic nie wiecie, co się stało tutaj lub u was w dawnych czasach.

(...) Wasze miasto (Ateny) jest o tysiąc lat starsze, bo otrzymała ona (bogini) wasze nasienie od Ziemi i Hefajstosa. Nasze jest młodsze. Nasze Księgi święte podają 8000 lat od chwili zorganizowania tego kraju. Zatem przedstawię ci pokrótce prawa waszych ziomków, którzy żyli przed  9000 lat (...).

Kapłan opowiada, że Grecy jako potomkowie bogów (pochodzący od Ateny i Hefajstosa) w tych odległych czasach przewyższali pod względami heroizmu i wielkości inne narody. I to oni pokonali wielką armię Atlantydy. ...czytaj dalej Platon – „Timajos” i „Kritias” – czyli w poszukiwaniu Atlantydy

orbis-herodoti

W Dziejach Herodota znaleźć można informacje na temat najdalszych krańców Europy, jednak widać, że wyobrażenie Greków i samego autora o tych terenach były raczej mgliste, żeby nie powiedzieć wręcz baśniowe, oto co pisze na ten temat (Ks. III, 115 - 116):

O krańcach zaś Europy na zachód nie umiem nic pewnego powiedzieć. Ani bowiem osobiście nie przypuszczam, żeby barbarzyńcy nazywali Eridanem jakąś rzekę, uchodzącą do morza północnego, skąd, jak niesie wieść, bursztyn pochodzi, ani też nie wiem o istnieniu wysp Kassyteryd, skąd do nas cyna przybywa. Naprzód bowiem sama już nazwa Eridanos dowodzi, że jest nie barbarzyńska, lecz helleńska, stworzona przez jakiegoś poetę; po wtóre choć usilnie się o to starałem, nie mogę dowiedzieć się od żadnego naocznego świadka, czy poza Europą na północ istnieje morze. W każdym razie z krańca ziemi przybywa do nas cyna i bursztyn.

Jest znaną rzeczą, że w północnej części Europy znajduje się bezspornie najwięcej złota. Ale jak się je uzyskuje, tego także nie potrafię dokładnie podać; opowiadają, że jednoocy ludzie, Arimaspowie, podkradają je gryfom. Nie mogę nawet w to uwierzyć, że istnieją ludzie o jednym oku, którzy poza tym mają podobny do innych ludzi wygląd. A zatem krańce świata, które resztę ziemi otaczają i w sobie zamykają, widocznie same tylko są w posiadaniu tych rzeczy, które my uważamy za najpiękniejsze i najrzadsze.

Warto tutaj też wyjaśnić znaczenie i pochodzenie słowa barbarzyńca, które jak się zdaje Grecy, jak wiele innych nazw. przejęli od Egipcjan. Herodot mówi o tym tak (Ks. II, 158):

Barbarzyńcami zaś nazywają Egipcjanie tych wszystkich, którzy nie mówią tym samym co oni językiem.

Wynika z tego, że określenie to, przynajmniej na początku, nie nosiło żadnej negatywnej konotacji. ...czytaj dalej Antyczna Europa i Scytia w „Dziejach” Herodota

herodot-dziejeHerodot z Halikarnasu żyjący w V w. p. n. e. powszechnie uważany jest za ojca historii. Nie  bez przyczyny - jego monumentalne dzieło jest pierwszą tak dokładną i wyczerpującą próbą spisania historii znanego mu świata, a dokładniej rzecz ujmując dziejów wojen Zachodu ze Wschodem, tj. starożytnej Hellady z Imperium Perskim (koalicji greckich związków miast-państw z imperium Achemenidów). Oprócz sprawozdań z działań militarnych znaleźć tutaj też można wiele opisów geograficznych, czy etnograficznych dotyczących Grecji, Persji, Lidii, Babilonii, Egiptu, Scytii i innych miast lub państw Bliskiego Wschodu ówczesnych czasów.

Całość dzieła podzielona jest na dziewięć ksiąg, a każda z nich nosi imię jednej z Muz. Świat antycznych bogów i wyroczni ma tutaj ogromne znaczenie, a Herodot niejednokrotnie wyniki poszczególnych wojen czy bitew stara się tłumaczyć gniewem bądź przychylnością poszczególnych bogów lub bogiń.

Materiałem źródłowym dla tego antycznego historyka w dużej mierze, jak sam podaje, były własne obserwacje, relacje napotkanych ludzi, ale również dzieła literackie jego poprzedników. Narracja Herodota nie należy do najłatwiejszych, bo obfituje w dygresje, opowieści o zawieszonym wątku, do których autor wraca dopiero po pewnym czasie. Jednak, co cenne - Herodot stara się być bardzo obiektywny - często podaje kilka relacji zdarzeń, ostateczną ocenę pozostawiając czytelnikowi.

Odbiór dzieła nie jest prosty nie tylko ze względu na wspomnianą formę. Głównym problemem, na jaki napotka dzisiejszy Czytelnik (pomijając historyków starożytności) tego dzieła, to ogrom informacji o świecie tak naprawdę mu nieznanym. I nie chodzi tutaj jedynie o wydarzenia i postaci mgliście zarysowane i znane z lekcji historii, ale o nazewnictwo, głównie geograficzne, ale nie tylko. Bowiem poza może pojedynczymi wyjątkami, każdy skrawek lądu, czy akwenu wodnego nosił wówczas zupełnie inną nazwę, a nawet miary długości i wag jakimi posługuje się grecki historyk, też są inne. Czytając Herodota nie sposób więc obyć się bez map, słowników i Encyklopedii. Nie da się też Dziejów przeczytać ze zrozumieniem w jeden, czy nawet dwa wieczory, i nie tylko ze względu na objętość utworu (ponad 700 stron), ale właśnie możliwości percepcyjne takich miriad nazw.

Na początku Herodot wyjaśnia genezę wzajemnej wrogości pomiędzy Azją a Europą. Przyczyną miały być wzajemne uprowadzenia kobiet. Jako pierwsi mieli dopuścić się tego Fenicjanie (Azjaci), którzy porwali królewnę Io z Argos. Za to w odwecie Europejczycy uprowadzili z Fenicji Azjatkę Europę, a z Kolchidy - Medeę. Azjaci nie pozostali dłużnymi, jeden z nich - Trojanin Aleksander porwał ze Sparty piękną Helenę. Natomiast najazd Dariusza i Kserksesa na Grecję według Persów miał być swoistą wendettą za wyprawę Greków na Troję.

Oprócz tego w Dziejach wiele jest innych interesujących opowieści, wymienię jedynie niektóre z pierwszych dwóch ksiąg, aby dać choćby przedsmak bogactwa zebranych tu historii: o trumnie długiej na siedem łokci giganta Orestesa (Ks. I, 68), dziejach Cyrusa (Ks.I, 107-130), okrutnym traktowaniu kobiet w kraju armeńskim (ks.I, 196) i asyryjskiej Babilonii (ks.I, 199), królowej Massagetów - Tomarys, która w boju na Cyrusie pomściła śmierć swego syna (Ks. I, 205-214), wynalezieniu kalendarza przez Egipcjan (Ks. II, 4), pomysłowym sposobie uprawy roli nad Nilem (Ks.II, 14), zwyczajach Egipcjan (obrzezaniu, piśmie od lewej do prawej, oddawaniu czci krowie - zwierzęciu poświęconemu bogini Izydzie, składaniu ofiary z barana Amonowi (Ks.II, 35-45); opisie boga Pana i oddawaniu czci kozłom, traktowaniu świni za zwierzę nieczyste (Ks.II, 46-47), kulcie Dionizosa (Ks.II, 48-49) - Herodot uważa tutaj zresztą, że Grecy przejęli większość bóstw właśnie od Egipcjan (Posejdona zaś od Libijczyków, a Hermesa od Pelazgów (Ks. II, 50-53)). Dalej znajdziemy inne ciekawe opisy świętych egipskich zwierząt (krokodyli, hipopotamów, wydr, węgorzy, lisich gęsi, feniksa, ibisa, rogatych węży (Ks.II, 69-76), sposobu balsamowania zwłok (Ks. II, 86-88), relację z wojny trojańskiej (Ks.II, 118-119), opis egipskiej wiary w reinkarnację (Ks.II, 123) oraz sposobu budowy piramid (Ks.II, 124-127).

Spośród wymienianych zwierząt moją uwagę przykuł skrzydlaty wąż, którego opis natychmiast skojarzył mi się z chińskim smokiem (Ks.II, 76):

Kształt zaś węża jest taki jak wężów wodnych. Skrzydeł nie ma on upierzonych, lecz są one prawie jak u nietoperza.

...czytaj dalej Herodot – „Dzieje”

jak-rozpoznac-klamce-g-hartley-m-karinchZdjęcie wydania anglojęzycznego, ale są również polskie przekłady...

Jak rozpoznać kłamcę. Dlaczego ludzie nie mówią prawdy i jak ich na tym przyłapać.

Z okładki: 

Czy zdarzyło wam się przyłapać współmałżonka, partnera biznesowego, rodzica, szefa czy dziecko na bezczelnym kłamstwie prosto w twarz?

A co byście powiedzieli, gdybyście mogli stwierdzić, że kłamią - właśnie poprzez słuchanie i obserwację ich zachowań?

"Jak rozpoznać kłamcę" jest książką, która wyposaży was w narzędzia niezbędne do rozpoznania prawdziwego stanu rzeczy: pozwoli wam zyskać uprzywilejowaną pozycję w negocjacjach biznesowych, nakłonić klienta do podjęcia pożądanej przez was decyzji. Wreszcie z poradnikiem tym dowiecie się, czy powinniście zakończyć wasz związek z dotychczasowym partnerem, czy też współpracę w biznesie.

Współautor książki, Greg Hartley jest zasłużonym śledczym wojskowym, który technikami opisanymi w "Jak rozpoznać kłamcę" przez szesnaście lat skłaniał do mówienia prawdy jeńców wojennych. Stosował je też z wielkim powodzeniem w zarządzaniu, negocjowaniu kontraktów i przy rozwiązywaniu konfliktów. Teraz autor przekazuje wam swoją wiedzę o tych sprawdzonych metodach, abyście i wy mogli wykorzystać je w swoim życiu.

Kto powinien przeczytać „Jak rozpoznać kłamcę”?

wszyscy oszukiwani w związkach lub mający szefów manipulantów,

osoby przeprowadzające rozmowy kwalifikacyjne o pracę,

handlowcy dzwoniących „na zimno” w celu pozyskania klientów,

prawnicy i sędziowie, którzy chcą sprawdzić prawdomówność świadków,

osoby wybierające się na randkę,

biznesmeni przeprowadzający spotkania z klientami,

rodzice wychowujący nastolatków,

pracownicy rządowi,

ludzie, dla których sukces i szczęście zależą od jasnych, klarownych relacji z innymi,

wszyscy, którzy chcieliby stać się choć trochę bardziej nieodgadnieni w życiu, biznesie czy nawet przy karcianym stoliku grając w pokera.

Książka ta jest praktycznych przewodnikiem uczącym wyrafinowanych sposobów przesłuchiwania. Powinniście ją przeczytać jeśli ktoś was okłamuje, manipuluje wami albo zdarza wam się być „zapędzonym w kozi róg”. Przyda wam się również ta książka, jeśli wasi współmałżonkowie, szefowie, rodzice, klienci, dzieci, pracownicy czy przyjaciele nie są z wami szczerzy. Nie musicie iść przez życie z doczepionymi łatkami „ofiary” czy „naiwniaka”. Ale, aby tak się stało, potrzebujecie zaznajomić się z technikami opisanymi w tej książce, a które można określić jako „nadzwyczajne zdolności interpersonalne”.

(tłum. w/w fragmentu V.A.) ...czytaj dalej „Jak rozpoznać kłamcę” – Gregory Hartley, Maryann Karinch

doktor-faustus-thomas-mannDoktor Faustus Żywot kompozytora niemieckiego Adriana Leverkühna opowiedziany przez przyjaciela

Już dzień uchodził, mrok szarej godziny
Już odwoływał padolne zwierzęta
Od pospolitych trudów — ja jedyny
Gotowałem się na bój, nie na święta,
Z trudem podróży, z litości katuszą;
Skreśli je pamięć, co jej błąd nie pęta.
Wesprzyjcie, muzy, krzep mię, twórcza duszo!
Pamięci moja, widzeń mych zwierciadło,
Dzisiaj się mocy twe objawić muszą.
Dante, Piekło, Pieśń II

Bez wątpienia, dzieło Thomasa Manna jest utworem wymagającym od czytelnika wielkiej koncentracji i cierpliwości. Na pewno nie można mu też odmówić niezwykłości, gdyż w swej warstwie semantycznej niesie niesamowite wręcz bogactwo intelektualne. Nie jest więc to powieść łatwa, a kunszt pisarski i erudycja autora odzwierciedlają się tu zarówno w nowatorskiej, jak na ówczesne czasy, formie, jak i nasyconej wieloznacznością treści (aluzje, symbole, nawiązania).
Motyw XVI-wiecznej legendy średniowiecznego alchemika Fausta stał się tutaj kanwą do stworzenia biografii fikcyjnego niemieckiego kompozytora Adriana Leverküna. Historia życia i kariery tego genialnego twórcy opowiedziana jest przez życzliwego i szczerze oddanego mu przyjaciela z czasów dzieciństwa - Serenusa Zeitbloma i obejmuje lata 1900 - 1935. W utworze tym mamy do czynienia z podwójną narracją, gdyż Serenus spisuje swoje wspomnienia z perspektywy wydarzeń wojennych (1943 - 47). Można też powiedzieć, że los kompozytora jest niejako alegorią całego narodu niemieckiego, a poprzez powieść tę Thomas Mann chciał dokonać rozliczenia nazistowskich Niemiec i w pewnym stopniu również siebie.


Tak naprawdę jest to książka o chorobliwej ambicji i dążeniu do doskonałości, do wielkości, dla której jest się w stanie poświęcić wszystko. Tytułowy bohater aby wspiąć się na wyżyny muzycznej wirtuozerii zaprzedaje duszę diabłu i wyrzeka się miłości. Scena ta jednak jest niejednoznaczna i podobnie zresztą jak całą powieść można ją różnie interpretować. Dialog z Sammaelem (aniołem śmierci, duchem zniszczenia) to transakcja zakupu dwudziestu czterech lat sławy i rozkwitu talentu kompozytora, w czasie których powstają jego największe arcydzieła muzyczne, a on sam zyskuje rozgłos i uwielbienie. Na pytanie Adriana:
- Więc chcecie mi sprzedać czas?
(Jedynie w tym fragmencie powieści główny bohater jest jednocześnie narratorem).
Oto jaką szatan kreśli przed nim perspektywę:
- Czas? Sam tylko czas? Nie, mój drogi, to nie jest diabelski towar. Za to nie zasłużylibyśmy jeszcze na taką cenę, żeby kres do nas należał. Jaki to gatunek czasu, w tym rzecz! Wielki czas, szalony czas, czas iście diabelski, pełen radości i wesela (…). My dostarczamy bowiem wszelkich krańcowości w tej dziedzinie – uniesień dostarczamy i oświecenia, uczucia swobody i wyzwolenia z wszelkich więzów, wolności, pewności, lekkości, poczucia władzy i triumfu tak wielkiego, że nasz człowiek przestaje własnym zmysłom wierzyć, – wliczając w to ponadto jeszcze ogromny podziw dla swego dzieła (…).


Czy jest to majak spowodowany gorączką i wytworem wyobraźni chorego kompozytora, czy rzeczywiste spotkanie, tego nie możemy być pewni. (Oprócz oczywistego nawiązania do Fausta Goethego, mamy w tej scenie również podobieństwo do halucynacji Ivana z Braci Karamazow F. Dostojewskiego).
Pakt z diabłem sprawia, że z biegiem czasu Leverkühn, coraz obsesyjniej fascynuje się tematem Apokalipsy i Sądu Ostatecznego. Jego największe dzieła muzyczne, które tworzy, to właśnie Apocalypsis cum figuris (inspirowane drzeworytami Dürera) oraz oratorium Lament Doctora Faustusa. W Apocalypsis Leverkühn stosuje nowatorską technikę dodekafonii (prawdziwym autorem tej techniki był Schönenberg, który miał pretensje do Manna o to, że przypisał jego zasługi diabłu).

...czytaj dalej „Doktor Faustus” – Thomas Mann